Wróciłem z Niemiec. Wszystko się udało. Nie zabrali mi prawa jazdy w Niemczech :D (to już coś), przwiozłem smakołyki (Yazmin, siostra Ingrid, która nie bardzo może jeść czekolady ucieszyła się z tych 8+ kilo żelków (dokupiłem jeszcze 3 paczki na wolnocłowym)), a torby dotarły.
Latanie 2 razy do Europy w ciągu miesiąca jest męczące. Po powrocie z Polski ten wyjazd do Niemiec przyszedł niespodziewanie. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że człowiek dziennie jest w stanie „nadgonić” dwie godziny różnicy czasowej dziennie. Więc jak już się przestawiłem na GMT+1, tak znowu a piać od nowa.
Odwiedzając Autostadt natknąłem się na ciekawą symulację. Otóż w dziale „ekologicznych bzdur” można było na pulpicie dokonać kilku wyborów opisujących nasze codzienne życie (powierzchnia mieszkania, ilu lokatorów, zużycie prądu, ogrzewanie, transport publiczny itd.), na podstawie których obliczano, czy zużywasz zasobów odpowiadających jednej osobie, czy np. 10 (jak w USA). Aczkolwiek okno wyboru wartości nie było otwarte nazbyt bardzo (typu: liczba współdomowników od 0 do 999), tylko odpowiednio zawiężone. Rozbawiła mnie natomiast różnica światów: europejskiego i latynoskiego przy pytaniu „Jaką temperaturę ma wnętrze domu w czasie zimy”, a minimalna wartość do zaznaczenia to …12 (stopni Celcjusza). W Meksyku nie ma ogrzewania, więc jak na tworze o 4 rano jest 6 stopni, to w domu także jest mniej więcej tyle (a na pewno nie 12). Że tak człowiek mógłby siedzieć cały czas w jednym miejscu i nigdy sie nie dowiedzieć, jak żyją mieszkańcy innych półkul. (zapamiętać: muszę kupić śpiwór o zakresie temperatury użytkowania 0-10)
Ogólnie po powrocie z Niemiec jeszcze siedzi mi głowie obraz niewyobrażalnej różnicy poziomu życia. OK, znałem i Niemcy i Meksyk wcześniej, ale tak z dnia na dzień, to trochę szok. Chociaż wg moich obliczeń to uroda Niemiek jest odwrotnie proporcjonalna do zarombistości niemieckich samochodów (albo ogólnie samochodów jakie można spotkać na niemieckich drogach). W Meksyku zależność jest identyczna, z tą różnicą, że samochody tutaj są w bardzo bardzo opłakanym stanie …więc na każdy taki zdezelowany samochód przypada jedno bóstwo (dodam tylko, że kolega z Meksyku, z którym byłem na szkoleniu za naszą zachodnią granicą, czasami (jak i ja z resztą) miał problemy z odróżnianiem płci napotykanych po drodze osób). Tak samo dziwnie się mój ów kolega czuł przez bite 8 dni bez słońca. Co w Meksyku się zdarza raz na jakichś milion lat.
I tymże słonecznym akcentem idę jeść tamale. Adiós!