Wczoraj
wróciłem z pracy na tyle zmęczony, że zasnąłem nad laptopem
pisząc wczorajszy wpis, a jako że nie podłączyłem się do sieci,
to laps padł i pisanie też przepadło. Praca w Meksyku naprawdę
jest wyczerpująca… ja np. pracuję w tym tygodniu 51 godzin (6 x
8.5h) (zmiana popołudniowa) i potem mam dwa dni przerwy.

Nie
mniej nic tak nie relaksuje jak partyjka Carcassonne. Polecam także
„Polowanie na robale” (praktycznie gra w kości). Wieczorem
obczajamy z Ingrid pokera (który przyczynił się do przeszukania
bagażu podręcznego na każdej bramce …no ale kto wozi kompletny
6-kilowy zestaw pod pachą w samolocie?) …swoją drogą ów poker
kosztował moich kolegów z pracy kilka litrów wódki, która już
się po prostu nie zmieściła. Dobra, idę robić mielone…