W Meksyku uświadamiam sobie jak dobry jest polski chleb i chrzan. Nasze specjały to coś niesamowitego. Koniecznie muszę się
nauczyć (czytaj: przeczytać przepis) lepić pierogi i inne żurki,
chociaż z tym żurkiem bez „bazy” to może być trudniej…


Aczkolwiek tutaj także daje po oczach smakowitość dostępu do
świeżych owoców. Żaden sok pomarańczowy z kartonu, czy jakieś
MarWity nie mogą się równać ze świeżo wyciśniętym sokiem z
pomarańczy z tego sezonu (sezon na pomarańcze właśnie się w
Meksyku rozpoczął). …dodam tylko, że wszystko praktycznie w cenie wody.


A… bym był zapomniał: tak jak uwielbiałem jedzenie z
meksykańskiej restauracji Pueblo w Gdyni (ponoć są też w
Gdańsku), to jak poznałem smak oryginału, bezpowrotnie zrezygnuję z prawie_jak-meksykańskiej kuchni z trójmiasta. Bo chile musi być
ostre, a tortilla musi być z kukurydzy… i tak powiem.